Co mi daje śpiewanie?
Kiedyś ktoś zapytał mnie, po co właściwie śpiewam i czy ktoś mi za to płaci.
Zdziwiły mnie te pytania, bo śpiewanie wydaje mi się czymś tak naturalnym jak mówienie, czy jedzenie.
W moim rodzinnym domu wszyscy śpiewali — śpiewam więc i ja, a teraz śpiewają także moje dzieci.
Śpiewam, bo lubię. Bo wtedy robi się miło.
Śpiewam dla własnej przyjemności — bo śpiew uwalnia emocje, przywołuje wspomnienia, wzrusza i jednoczy tych, którzy śpiewają razem.
Nie musi być zaśpiewane poprawnie — ważne, żeby było śpiewane szczerze.
Gdy śpiewa mała grupa ludzi, którzy się znają i lubią, głosy wzajemnie się uzupełniają, prowadzą dialog.
Ktoś powiedział, że wspólny śpiew to spotkanie dusz — i że grupa skłócona nigdy dobrze nie zaśpiewa.
Coś w tym jest.
Bo ja, od kilkudziesięciu lat organizując i prowadząc różne grupy śpiewacze,
zawsze bardziej cenię sobie miłą atmosferę i chęć śpiewania, niż warunki głosowe.
Dobrze jest mieć z kim pośpiewać.



