Czy wspólne dziedzictwo można „zaklepać” na własność?
Mam pewną refleksję dotyczącą używania nazw regionalnych, historycznych czy kulturowych jako nazw własnych dla prywatnych osób, firm i projektów, a nawet zespołów i stowarzyszeń.
Coraz częściej symbole i określenia, które budują naszą wspólną tożsamość, stają się szyldami reklamowymi. Moim zdaniem to nie jest w porządku. Dlaczego? To wspólne dobro. Nazwy związane z historią regionu należą do całej społeczności, a nie do jednej osoby czy grupy.
Używanie ich w celach wizerunkowych tworzy złudzenie, że ktoś ma „monopol” na daną kulturę.
Zamiast łączyć wszystkich mieszkańców, nazwa zaczyna służyć interesom konkretnego podmiotu.
Tradycja i lokalna tożsamość powinny służyć nam wszystkim na równych zasadach. Nie róbmy z naszego wspólnego dziedzictwa prywatnego logotypu.
Co o tym myślicie? Gdzie kończy się promocja regionu, a zaczyna zawłaszczanie jego symboli?



